Dzień 4 Salaou

Na śniadanko jajecznica. Zrobiła Ania. Wczoraj ją bardzo bolał brzuszek. Zjadła 12 tabsów. Wczoraj poszedłem spać o 23, masek i mario wrócili o 4 nad ranem, ale nic nie ukuli. Masek znowu nie kupił ani zagarka, ani kokainy u murzyna. W sklepie o poranku spotkalismy rodowitych Polaków z Francji, ale jechali już do domu, także się nie poznamy. W ogóle nie ma tu Polaków, a o nas każdy myśli, że jesteśmy ruskie. Aż trudno pomyśleć, że Ci niszczyciele tak podróżują po świecie.
Pierwszych Polaków spotkaliśmy na plaży w Salaou. Chłopaki namiot-bo jedna Polka opalała się topless. Później pojechaliśmy z Anią autobusem do Reus. Bilet z 2.8 eur. Reus jest miastem typowo Hiszpańskim. Szału nie ma. Troche zabytków, dużo ekskluzywnych sklepów, dejzka na wystawie, tanio w Spar więc nawieźliśmy bułek na kolacje. Na informacji turystycznej siedział Polak, ale chyba dawno Polskiego nie używał, albo zwiesił się po grzybach. Ale to nic. Kiedy wróciliśmy do domu czekała na nas uroczysta kolacja przy świecach, przygotowana na rocznicę tygodniówkę, przez naszych przyjaciół Maska i Mariusza. Cały dom wystrojony białymi wstążkami i świeżymi kwiatami. Obiad cudowny, ziemniaki młode i zapiekane kurczaki w placki. Szał cip proszę Państwa. I tak se teraz siedzimy jest 1 i ide spać, a chłopaki piją. Masek żygał, a potem od razu napił się kielona. A teraz wiem, że zaraz się …. Ania śpi. Nie uciągła albo uciągneła. Masek zabił mrówki d12. Zyskał przezwisko toksyczny masek. To były dobre mrówki....




Warzywne ciasta- macie to w Polsce?



A w takich meśtach se Hiszpanie chodzą...


Oczywiście wszędzie wystawki pokazujące wyższość Kataloni nad Kastylią



Hiszpańska kobitka



Ania świruje z włóczką...




Mama Pani młodej prowadzi ją do ślubu. W środku para młoda siedzi na ołtarzu tak jak u nas ministranci. O 24 wrzuca się Panne młodą do morza tak jak leci - stąd tez może nasz pomysł sesji ślubnej, tyle że z basenem, lub jak to się mówi, jaki kraj, takie morze :)


Udostępnij

rss